Jak to fiatem było – Karolina i Roman

Historia naszego Fiata 125p zaczyna się bardzo bardzo dawno temu, w czasach kiedy nie było jeszcze niczego i rzeczonego fiata też jeszcze nie było.

No może nie całkiem nie było, był pewnie w postaci wielkiej bryły czegoś z czego później dzięki skomplikowanym procesom techologicznym itd itd.

No ale ja nie o tym. Otóż w czasach w których nic nie było, albo było tego mało, mój wujek był szczęśliwym posiadaczem Fiata 125p w kolorze oliwkowym. Był to egzemplarz z 1976 roku z silnikiem 1300 cm3 po przekładce nadwozia w okolicach 1980 roku.

Dziecięciem będąc uwielbiałem ten pojazd. Był cichy, szybko jeździł, można było za kierownicą posiedzieć, no żyć nie umierać. Na podwórku było dużo innych fiatów, więc gdy akurat wujkowego nie było, to zawsze można było wybłagać u innych właścicieli możliwość posiedzenia choćby chwilę za kierownicą. Dziś to byłoby kompletne szaleństwo, ale wtedy?

Stąd właśnie zaczęła się moja miłość do Fiata 125p. Po wielu błaganiach (teraz to nazywałoby się lobbowaniu) moi rodzice w końcu zdecydowali się kupić jakiś pojazd. Nadszedł pamiętny maj 1992 roku. Wtedy to mój tata razem ze wspomnianym wcześniej wujkiem przyjechali z giełdy czerwoną strzałą. Szok, szczęście, niedowierzanie. Fiat 125p… dokładniej FSO 125p….Wóz był piękny. Trochę zmotany, ale piękny. Auto było z 1988 roku, więc kupiono go jako czterolatka w kolorze L80. Była to wersja C, czyli na silniku fiatowskim 1500, bez obrotomierza, zapalniczki i tylnej szyby ogrzewanej. Zmota polegała na tym, że listwy na drzwiach nie były fabryczne, a jakieś grubsze rzemieślnicze i dziwnie podniesiony był tył, co jak się po wielu latach okazało, było wynikiem dołożenia trzeciego pióra resorów (bardzo się to przydało na wyprawach).

Moja mama była z początku przerażona gabarytami pojazdu z uwagi na to, że uczyła się jeździć na maluchu, w którym to kierowca mógł spokojnie zrobić dwa zimne łokcie. No ale z czasem się przyzwyczaiła i śmigała wozem, że aż miło. Auto od zakupu po dziś dzień stało sobie pod chmurką. Większość napraw mniejszych i większych robiliśmy z tatą pod blokiem na parkingu. Od wymiany klocków, tarcz, łap pod silnikiem po wymianę amortyzatorów z przodu. Czasy się zmieniały, a Fiat cały czas dzielnie służył, jeździł sporadycznie, ale nigdy nie było z nim większych problemów.

Gdy już przejąłem pieczę nad nim jako 18 latek zaczęły się pewne kombinacje. Listwy boczne zostały wymienione na jednego typu (szersze rzemieślnicze, żeby nie było widać różnic w odcieniu lakieru), dodałem reflektory z przodu, obrotomierz, zapalniczkę, wymieniłem boczki i podłokietniki na te „bogatsze” z popielniczką. Zaobserwowałem również ciekawy mechanizm psychologiczny wśród pasażerów jadących z tyłu. Otóż każdy jadący na tylnej kanapie pasażer (nie ważne czy mały czy duży) w trakcie podróży nieświadomie odczuwa niepohamowaną potrzebę ustawicznego otwierania i zamyknia z hukiem tych małych chromowanych klapek na popielniczkach. Chyba pomyślę o zrobieniu jakiejś pracy doktorskiej z odruchów bezwarunkowych na przykładzie klapki popielniczki.

Fiat zadebiutował na jakiejś większej imprezie w 2013 roku na Rocznicy Rekordu Polskiego Fiata 125p. później poszedł trochę w odstawkę po zakupie Żuka na Złombol w 2014 roku (o tym aucie następnym razem). Gdy Żuk zaniemógł podczas majówki 94 Oktany (szybka wymiana skrzyni biegów na parkingu pensjonatu Mieszko w Zieleńcu – przeżycie bezcenne) w 2019 r fiat stał się naszym rajdowym pojazdem. Zyskał nazwę Fiat Igora, bo Żuk nazywa się Żuk Błażeja od imion dwóch naszych cudownych pilotów.

Wziął udział w wielu rajdach w 2019 roku i w fantastycznej wyprawie z Wrocławia przez Toruń, Kwidzyń, Gdańsk, Sopot, Gdynię, Hel, Kołobrzeg, Świnoujście, Szczecin, Cedynię do Wrocka. Jest to nasze Dobro Narodowe i tak jak moi Rodzice mi go przekazali, tak i jak go przekażę swoim dzieciom, a one swoim dzieciom, a one z kolei swoim dzieciom i tak co najmniej do 2688 roku 🙂

2 thoughts on “Jak to fiatem było – Karolina i Roman

  1. Świetny artykuł ,proponowałbym jeszcze trochę popracować nad tym egzemplarzem aby wyglądał i pracował bardzo dobrze . A gdy pandemia minie to proponuję wspaniałą wyprawę ale to jeszcze tajemnica i nie chcę zaperzać . Były pierwszy właściciel.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *